Program „Work and travel” dla studentów wciąż istnieje i z małymi zmianami wciąż można polecieć na Alaskę. Na pewno nie w najbliższym czasie, ale być może już latem 2021 roku. O tym jak ja leciałem za ocean możecie poczytać tutaj: Podróż na Alaskę. Część I.

Co zmieniło się w programie Work and Travel w porównaniu do 2007 roku?

W 2012 Departament Stanu USA zaktualizował zasady uczestnictwa w programie i zakazał pracy w przetwórstwie rybnym. Niewtajemniczonym podpowiem tylko, że praca ta wiązała się często z 16-godzinnym trybem pracy kilkadziesiąt dni z rzędu a warunki zakwaterowania pozostawiały wiele do życzenia. Zarobki były kuszące, ale władze kraju ten cel podróży do USA uznały za mijający się z głównym celem programu, jakim była wymiana kulturowa. Prawdę mówiąc przy stole rybnym można było spotkać innych Polaków, Czechów czy Rosjan, więc częściowo cel był spełniony :)

Jak wyglądało moje życie na Alasce?

Niestety nie tak jak na powyższym zdjęciu aczkolwiek był czas na rozrywkę. Po wylądowaniu w Anchorage udałem się do najtańszego hostelu w downtown i pierwszą noc, dzieląc pokój z innymi alaskańskimi „Włóczykijami”, trochę ze strachu, trochę z ekscytacji ledwo przespałem. Następnego dnia z rana udałem się do urzędu ogarnąć Social Security Number czyli tamtejszy PESEL, po czym mogłem stawić się w firmie kateringowej, w której miałem pracować przygotowując posiłki do samolotów rejsowych. Niestety moja pierwotna posada z racji „lekkiego” opóźnienia była już zajęta. Stety, niestety, bo trafiłem do innego działu, jak się później okazało zmiana miała same plusy. Po pierwsze nowa praca, którą wykonywałem była bardziej „w ruchu” i dopasowana do moich predyspozycji, a po drugie pracowałem na drugą zmianę w godzinach od 16.00 do północy (często z nadgodzinami do rana), co dawało mi możliwość podjęcia dodatkowej pracy w innym miejscu na dzienną zmianę. Dzięki temu miałem możliwość pracy w wypożyczalni kamperów „ABC Motorhome”, w której panowały luźne warunki i mogłem, ale nie musiałem, pojawiać się każdego dnia. Dzięki „elastycznemu” grafikowi maksymalnie wykorzystywałem czas i nie miałem przestojów w pracy.

Poruszanie się po Anchorage.

Na Alasce wszyscy poruszają się własnymi samochodami. Ogromnymi, najczęściej pickupami. Nieliczni komunikacją miejską a rowerami jedynie Polacy. No może nie jedynie, ale była tam spora polska rowerowa wataha. Ciekawostka: autobusy wyposażone są w bagażniki rowerowe zamontowane tuż pod przednią szybą (zdjęcie powyżej). Ja również poruszałem się rowerem, zakupionym w Wall Mart, najpopularniejszym markecie. Poza trasą do pracy i spowrotem zjeździłem całe miasto, downtown, midtown, „wyjściowe” amerykańskie poukładane osiedla z wystrzyżonymi trawnikami i skrzynkami pocztowymi jakie znamy z filmów oraz te mniej wyjściowe dzielnice, w których nie oglądałem się za siebie jadąc lekko przyspieszonym tempem. Wszystko w tamtym czasie wydawało mi się ultraciekawe, a każdy wolny dzień poświęcałem na rowerowe zwiedzanie. Dzięki temu miałem okazję m.in. kilka razy spotkać na swej drodze alaskańskie łosie (moose).

Ludzie na Alasce.

To rdzenni i przyjezdni. Z rdzennymi nie miałem styczności poza kilkoma przypadkami w pracy. Przyjezdnych jest wielu, ponieważ Alaska kusi dywidendami za osiedlenie się a po drugie jest to miejsce idealne dla osób, które nie odnajdują się w społeczeństwie albo przed czymś uciekają. Najczęściej przed wymiarem sprawiedliwości. To też powód, dla którego przestępczość na Alasce jest na tak wysokim poziomie.

Niemniej ludzie są bardzo życzliwi. Podczas całej podróży spotkało mnie dużo dobrego i bez pomocy obcych mi osób, moja podróż nie wyglądałaby tak kolorowo, a nawet mógłbym mieć spore kłopoty. Specyficzne warunki klimatyczne (zimą) oraz mniejszy nacisk na poklask, powodują, że ludzie są bardzo otwarci, pomocni a relacje międzyludzkie są pozytywne.

Pogoda na Alasce latem.

O pogodzie można wypowiadać się zarówno w superlatywach jak i można trochę ponarzekać. W słoneczne dni pogoda przypomina rześką polską jesień a przejrzystość powietrza jest niespotykanie duża, ale kiedy zacznie padać, to potrafi lać codziennie przez 2 tygodnie z rzędu. Lato jest krótkie, śnieg ustępuje w maju, a pojawia się już z początkiem października. Załapałem się na kilka dni kiedy samochody poruszały się już z założonymi na opony łańcuchami. Sezon turystyczny jest tutaj krótki aczkolwiek intensywny. Stąd tak duże zapotrzebowanie na pracowników w branży turystycznej, ale tylko przez max. 3 miesiące w roku. Cały czas poruszałem się rowerem, więc pogoda chyba nie była taka zła ;) W czwartej części opowiem trochę więcej o dniu polarnym.

Zwiedzanie Alaski.

Zwiedzanie Alaski” to okazja do napisania trzeciego, ale jednak nie tak jak planowałem wcześniej, ostatniego wpisu. Będzie kolejna. W czwartej części postaram się zebrać ciekawostki o Alasce oraz nieprawdopodobne historie, które mi się przytrafiły. W niektóre ciężko będzie uwierzyć ;)


PS. Wszystkie zdjęcia wykonałem Canonem 300D z kitowym obiektywem tzw. słoikiem. Jest to aparat z najniższej linii Canona, produkowany od 2003 roku, jeszcze przed kultowym Canonem 5D, którym fotografowałem w późniejszym czasie. Na osi czasu pod powyższym linkiem widać, że były to początki czasów cyfrowych lustrzanek.

PS 2. Fotoblogi już nie istnieją a blogi podobno właśnie umierają. Mimo to nie wyobrażam sobie innej formy prezentowania zdjęć jak na własnej stronie internetowej. W takim rozmiarze i jakości w jakiej chcę.