Niejednokrotnie to ten sam czas. Ostatnie miesiące są zarówno „naj” pod względem liczby przepracowanych godzin jak i najbardziej chorowitym okresem u nas w domu kiedykolwiek. Kumulacja infekcji. Slalom gigant w wypełnianiu domowych obowiązków i wywiązywaniu się z zobowiązań w pracy. Pomiędzy jedną inhalacją a drugą w naszych głowach pojawiają się różne pomysły na najbliższy rok i kolejny. Niektóre dziwne, inne odważne. A tyle zdjęć już leży na dyskach. Tymczasem druga rolka w Canonecie poszła w ruch, trzecia będzie testowana w starym-nowym aparacie a z cyfrowych „nowości” poniżej kilka zdjęć z prawie minionej zimy. Spisuję też notatki do drugiego artykułu o Alasce, po to, żeby w końcu móc napisać trzecią część :)